Do nietypowego wydarzenia doszło na małym lotnisku Felts Field w stanie Waszyngton. Tesla Model Y brała udział w kolizji z małym odrzutowcem.

Tesla to firma bardzo innowacyjna firma prowadzona przez kreatywnego człowieka. Ten amerykański producent samochodów elektrycznych jest właściwie pierwszym, który na tak szeroką skalę i z sukcesem opracował i udostępnił użytkownikowi funkcję w pełni autonomicznej jazdy jego samochodów. Mimo, że przepisy dookoła świata są póki co dalekie od odciążenia kierowcy z jakiejkolwiek części odpowiedzialności za swój pojazd, dla wielu jest to ekscytująca technologia. Auta wyposażone w autopilota już od kilku lat przemierzają głównie drogi amerykańskie, lecz nie tylko. Dla innych ciekawsza jest inna funkcja tych prawdziwych komputerów na kołach, do której autopilot na pokładzie jest niezbędny – Tesla Smart Summon.

Tesla zderzyła się z... Samolotem. Jak do tego doszło?

Jest to program pozwalający “przywołać” swoje auto z odległości do około 60 metrów. W jaki sposób? Bardzo prosty. W aplikacji mobilnej producenta wystarczy dotknąć i przytrzymać duży przycisk z napisem “Come to me”. Tesla wtedy samoczynnie się “obudzi” i powolutku ruszy w kierunku lokalizacji użytkownika. Czujniki oraz zestaw kamer na bieżąco dostarczają komputerowi informacji o otoczeniu, a ten z pomocą sztucznej inteligencji omija po drodze wszelkie przeszkody takie jak przechodniów czy inne pojazdy na parkingu. Program ten jest jak na razie nieco nieokrzesany i wymaga szeregu poprawek, aby zapewnić bezpieczeństwo osób postronnych jak i samego samochodu. Mimo to Elon Musk raczej nie mógł się spodziewać że jeden z wyprodukowanych przez jego firmę samochodów będzie uczestniczył w kolizji ze statkiem powietrznym!

Na niewielkim lotnisku w Felts Field w stanie Waszyngton jeden z pilotów postanowił użyć funkcji Summon aby oszczędzić sobie spaceru. Niestety nie tym samym nie oszczędził sobie zapewne niemałych wydatków, gdyż jego samochód jak widać na nagraniu, uderzył szybą czołową w ogon zaparkowany samolot Cirrus Vision Jet, mały rekreacyjny lub biznesowy samolot odrzutowy wart około 3,5 miliona. Nie złotych, a dolarów.

Ogon samolotu znajdował się na tyle wysoko, że czujniki ani kamery nie uznały go za zagrożenie. Niestety znajdował się również na tyle nisko aby Tesla Ypsilon się pod nim nie zmieściła. Jako że czujniki nie widziały samolotu, samochód wciąż pchał ogon Cirrusa, aż do momentu odpuszczenia przez użytkownika przycisku na ekranie telefonu. To zapewne nie koniec problemów, gdyż trzeba pamiętać, że samolot po kolizji musi najczęściej przejść szereg kontroli aby być wciąż dopuszczonym do lotu. Ta sytuacja dobitnie pokazuje, że póki co nie da się wyeliminować elementu ludzkiego z jazdy pojazdami, gdyż jest on bardzo potrzebny.

Źródło: Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.